Sobota, 25.11.2017, imieniny: Elżbiety, Katarzyny, Klemensa

Na wschód od Sosiny

Na wschód od Sosiny
Tak jak zapowiadałem, ponownie wybraliśmy się na poznawania jaworznickich peryferii. I tak jak poprzednio ani jeden mieszkaniec Jaworzna do nas nie dołączył. A szkoda, bo tym razem był to niezwykle emocjonujący spacer. Dlaczego, wystarczy przed dalszą lekturą przejrzeć dział dzielnicowy.

Taki sobie las
Na wschód od zalewu znajduje się dość duży kompleks leśny przypominający w zarysie trójkąt. Od południa ogranicza go Kozibród. Rzekę przed oczyma spacerowiczów skrywają zarośla ze sporym udziałem pęcherznicy kalinolistnej. Poza tym droga jest wysypana dolomitowym kruszywem. To przy okazji szlak turystyczny oraz ścieżka rowerowa. W otaczającym drzewostanie dominują bardzo zapalczywe gatunki, jako to brzoza brodawkowata, sosna zwyczajna i modrzew europejski. Pewna domieszkę stanowi lipa drobnolistna, tutaj w formie bardzo wysokich krzewów. Z drzew obcego pochodzenia zauważyliśmy robinię akacjową, dąb czerwony oraz czeremchę amerykańską. Trafił się tez pojedynczy skrzydłorzech kaukaski. Rodzime krzewy reprezentuje szakłak pospolity oraz dereń świdwa. Lokalnie drzewostan jest bardzo gęsty, niemalże niemożliwy do przebrnięcia. Pewnym niepokojącym objawem było to, że wiele drzew miało już pożółkłe liście. Liście rodzimej czeremchy zwyczajnej były poczerwienione. Cóż mamy pierwsze oznaki jesieni. Nie darmo kwitną amerykańskie nawłocie, a to one są ową mimozą, którą jesień się zaczyna.

Tam, gdzie było więcej wody
Gdzieś tak w pól drogi do Ciężkowic postanowiliśmy odbić w las i zawrócić w stronę akwenu. Początkowo wszystko było tak jak do tej pory. W końcu natrafiliśmy na jeden ze strumieni dostarczających wodę do akwenu. Płynęła nawet wartkim strumieniem. Znaleźliśmy bród i odkryliśmy dość wyraźną ścieżkę. Później zorientowaliśmy się, że był to prawdziwy szlak wydeptany przez zwierzynę. Nader często mijaliśmy ślady aktywności dzików. Były wyraźne ślady ich buchtowania. W tej okolicy było sporo trzciny pospolitej. Tu i ówdzie trafiał się karbieniec pospolity oraz krwawnica pospolita. Jest też sadziec konopiasty. Po prostu klasyczny zestaw charakterystyczny dla miejsc podmokłych. Z drzew pojawiła się olsza czarna. Był też dziki bez czarny o bardzo ogromnych liściach. Musi miejsce jest bardzo żyzne. Kiedy niemalże zbliżyliśmy się do zalewu odnotowaliśmy jeszcze poziewnika pstrego. Jego kwiaty były dość blade, ale cechowały się żółtą koroną i fioletową klapa wargi dolnej. Nieco dalej było sporo świetlika wyprężonego, macierzanki zwyczajnej oraz driakwi żółtej. Całość uzupełniały ostrożeń błotny oraz chaber łąkowy.

Pszeniec
Bliżej Ciężkowic natrafiliśmy na pszeniec zwyczajny. To dość charakterystyczny mieszkaniec borów, widnych lasów, torfowisk. Dawniej był zaliczany do rodziny trędownikowatych, teraz zarazowatych. W przewodnikach do oznaczania roślin wspomina się, że gatunek dzieli się na kilka podgatunków. Możliwe, że kiedyś opiszą je jako samodzielne gatunki. Cóż systematyka zmienna jest. Ziele i nasiona pszeńców są trujące, ale co one nam mogą zrobić, wolę nie wiedzieć. Ot po prostu jest to coś ładnego, rozświetlającego dno lasu i tyle.

Redakcja Gazety
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe